Info

 

Rok 2016

baton rowerowy bikestats.pl

Rok 2015

button stats bikestats.pl

Rok 2014

button stats bikestats.pl

Rok 2013

button stats bikestats.pl

Rok 2012

button stats bikestats.pl

Rok 2011

button stats bikestats.pl

Rok 2010

button stats bikestats.pl

Rok 2009

 Moje rowery

 Znajomi

 Szukaj

 Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy jasonj.bikestats.pl

 Archiwum

 Linki

Pogórze Bocheńskie i cmentarze wojenne

Niedziela, 30 września 2012 | dodano:30.09.2012 Kategoria 41-60 km, Po górkach, samotnie, Zachodniogalicyjskie cmentarze
  • DST: 57.95 km
  • Teren: 5.00 km
  • Czas: 03:12
  • VAVG 18.11 km/h
  • VMAX 60.48 km/h
  • Temp.: 18.0 °C
  • Podjazdy: 1123 m
  • Sprzęt: Kross Grand Spin S
  • Aktywność: Jazda na rowerze


Nad niedzielną wycieczką zastanawiałem się od kilku dni, miałem nawet pomysł pojechać do Czchowa - taki wyjazd planuję już od 2 lat, ale ostatecznie stwierdziłem, że pojadę sobie do Lipnicy Murowanej i po drodze odwiedzę 3 z 4 cmentarzy wojennych okręgu IX na których jeszcze w tym roku nie byłem.
Rano pogoda była kiepska, więc na rower wsiadłem dopiero około 10:30, gdy zaczęło się przejaśniać. Było dość chłodno - jesiennie, więc ubrałem się w spodnie i bluzę. Na początek jazda do Bochni, tym razem postanowiłem dojechać tam chodnikiem wzdłuż drogi nr 4 a nie tak jak zawsze przez Górny Gościniec. Miałem dziś pokonać kilka ładnych górek, więc stwierdziłem, że nie będę sobie fundował na sam początek 10% podjazdu. Jazda chodnikiem wzdłuż 4 bezproblemowa, jechałem tak po raz pierwszy wcześniej zdarzało mi się zjeżdżać do domu w ten sposób ale pod górkę do Bochni jeszcze tędy nie jechałem po przejechaniu niecałych 3 km zjechałem z drogi nr 4 na ulicę Kazimierza Wielkiego prowadzącą do centrum miasta. Nie dojechałem jednak do centrum tylko na światłach skręciłem w prawo na Nowy Wiśnicz a kilkaset metrów dalej w lewo w ulicę J.H. Dąbrowskiego. Postanowiłem jechać do Wiśnicza niebieskim szlakiem pieszym tak jak zrobiłem to gdy pierwszy raz pojechałem rowerem w te strony, musiałem więc wcześniej zaatakować wzgórze Uzbornia, a ponieważ ze względu na remont przez park nie można jeździć to spróbowałem właśnie podjazdu ulicą Dąbrowskiego. No i od razu musiałem mocno nacisnąć na pedały bo stromizna była spora. Trochę się męcząc dojechałem do kładki nad drogą nr 4 i rozpocząłem zjazd w kierunku Kurowa, by po chwili znowu podjeżdżać pod strome wzniesienie. Pamiętam jak podczas wycieczki z lipca 2008 roku męczyłem się w tym miejscu, nawet chyba musiałem zrobić postój w środku górki, tym razem poszło znacznie lepiej i wjechałem nawet bez problemów. Potem kawałek zjazdu i rozpocząłem podjazd boczną stromą dróżką przez las, wyjechałem na szczyt wzniesienia (ledwo) i skończył mi się asfalt, dalej musiałem jechać po trawiastej ścieżce. Trawa po nocnych i porannych opadach była mokra, ja na szczęście miałem założone opony 1.75, ale już po chwili zacząłem żałować, że nie jadę jednak góralem. Dojechałem do rozstaju ścieżek i pojechałem za szlakiem w prawo, to był błąd, wjechałem na ścieżkę którą musiałem podprowadzić, a ze szczytu wzniesienia zjechałem też z problemami. Jakbym wybrał skręt w lewo to byłoby chyba lepiej (wydaję mi się, że tak właśnie pojechałem w 2008). Koniec końców udało mi się zjechać do drogi asfaltowej w Wiśniczu Małym.

Drogą najpierw z pięknym zjazdem a potem z męczącym podjazdem dojechałem zgodnie z planem do Starego Wiśnicza i od razu skierowałem się na cmentarz parafialny zobaczyć cmentarz wojenny. Kwatera na cmentarzu w Starym Wiśniczu to jeden z najbardziej zniszczonych i zaniedbanych cmentarzy wojennych w okręgu IX i od mojego ostatniego tu pobytu w 2008 roku niestety nic się nie zmieniło:( Wyszedłem sobie jeszcze na sam szczyt wzgórza na zboczu którego zlokalizowany jest cmentarz widać z stamtąd bardzo ładnie zamek w Nowym Wiśniczu. Po chwili zjechałem koło kościoła w Starym Wiśniczu i ruszyłem do pobliskiego Nowego Wiśnicza, wjechałem od strony zamku, ale miałem jechać jeszcze na cmentarz komunalny gdzie znajdują się dwie kwatery wojenne, więc zamek ominąłem i ruszyłem na cmentarz. Na tym cmentarzu bywałem dość często, więc tylko kilka szybkich fotek i powrót pod zamek. Zdecydowałem się nie zwiedzać samego zamku, byłem tu już w tym roku i całkiem możliwe że za kilka dni przyjadę tu z wycieczką szkolną, więc podjechałem tylko pod zamkowe wzgórze od razu skierowałem się na Leksandrową. Zwykle jeździłem do Lipnicy równoległą główną drogą, ale tym razem postanowiłem spróbować czegoś innego czyli drogi przez Łomną, po drodze chciałem jeszcze odwiedzić znajdujący się w pobliżu cmentarz ofiar II wojny na którym nigdy do tej pory nie byłem. Droga ta niestety wiedzie mocno pod górę, przejechałem koło zamku, zakładu karnego i muzeum Jana Matejki i po kolejnych kilkuset metrach skręciłem w prawo na cmentarz. Miejsce ciekawe i mroczne, poświęcone 885 ofiarom okupacji hitlerowskiej - nazwiska wypisane ma stojących na środku kolumnach. Cmentarz chyba trochę podobny (może wzorowany) na tych z I wojny, bardzo podobne jest na pewno ogrodzenia obiektu. Warto to miejsce odwiedzić.

Po chwili pedałowałem znowu pod górę w kierunku Łomnej - przeszło 2 km 5% podjazdu potrafi dać w kość, ale jakoś sobie poradziłem i już po kilku minutach pędziłem pagórkowatą drogą w kierunku szosy, którą zwykle jeździłem do Lipnicy Murowanej. Gdy już tam dojechałem to trochę się rozczarowałem, myślałem że wyjadę w miejscu z którego czekają mnie już tylko zjazdy, a tym czasem wyjechałem tuż przed laskiem w którym musiałem pedałować pod górę po stromych serpentynach. W końcu jednak osiągnąłem szczyt wzniesienia, zatrzymałem się jeszcze pod kolumną gdzie z zgodnie z opisem na tablicy św. Szymon zatrzymywał się zawsze by po raz ostatni spojrzeć na swoje rodzinne miasto. Zrobiłem parę fotek i szybkim zjazdem popędziłem do Lipnicy Murowanej. Ta obecnie wieś była kiedyś ważnym miastem na szlaku handlowym, można w niej zwiedzać wiele cennych budowli zabytkowych, a w niedzielę palmową warto tu przyjechać na słynny w całej Polsce konkurs palm. Ja byłem tu już kilka razy, ostatnio właśnie w niedzielę palmową 2011 r., kiedy to do Lipnicy przyjechał Bronisław Komorowski. Tym razem przyjechałem tu odwiedzić po raz kolejny cmentarz wojennych nr 299. Przejechałem zabytkowym szlakiem przez rynek fotografując kolumnę św. Szymona, zabytkowy kościółek przy rynku z rzeźbą założyciela miasta - Władysława Łokietka, z daleka główny kościół w Lipnicy, dawną szkołę by w końcu dojechać na stary cmentarz gdzie znajduję się drewniany kościół św. Leonarda i interesujący mnie cmentarz wojenny. Na miejscu kilka fotek, cmentarz wojenny wyraźnie został wyremontowany i prezentuję się całkiem dobrze. Z cmentarza pojechałem do drogi głównej na Czchów przy której zrobiłem z daleka fotkę dworku Ledóchowskich i pojechałem na rynek. W między czasie rozpogodziło się na dobre i słońce zaczęło mocno przygrzewać, zdecydowałem się więc na krótki postój na lipnickim rynku. Podczas postoju zapadła decyzja, że do domu pojadę przez górę Paprotna i Kamienie Brodzińskiego, Muchówkę i Królówkę.

Na początek podjazd z Lipnicy - 280 m npm, na górę Paprotna (około 403 m npm - kulminacja szosy), ten podjazd pokonywali zawodnicy podczas Wyścigu Solidarności i Olimpijczyków w roku ubiegłym i właśnie na szczycie podjazdu wtedy obserwowałem wyścig. Z tej jednak strony wjeżdżałem na tą górę pierwszy raz, podjazd trzyma dość równomierne nachylenie, zdarzają się momenty bardziej strome, ale są też odcinki wypłaszczeń, ostatecznie na szczycie stwierdziłem, że podjazd jest raczej łatwy. Kulminacja podjazdu jest na szosie na wysokości parkingu przy restauracji-hotelu "Pod Kamieniem", ja zdecydowałem się jechać pod same kamienie, znajdujące się na wierzchołku Paprotnej czyli na wysokości jakiś 436 m npm. Końcówka na piechotę, bo znowu (jak przed rokiem) wybrałem jazdę szlakiem, zamiast zajechać na wierzchołek szeroką ścieżką z drugiej strony. Na szczycie sesja fotograficzna i powrót, wspomnianą wyżej szeroką ścieżką. Z Paprotnej w dół do Muchówki i po krótkim podjeździe bardzo szybki zjazd do Królówki - w drugą stronę ta droga to dość wymagający podjazd opisany w mojej bazie podjazdów. Miałem jechać po płaskim do Olchawy i tam podjazdami przez Olchawę i Czyżyczkę dotrzeć do domu, zdecydowałem się jednak próbować innej drogi - spod kościoła w Królówce przez wieś, Graniczne Doły do przełęczy na w Woli Nieszkowskiej. Na mojej mapie ta droga widniała jako ścieżka przez pola, ale będąc w Woli Nieszkowskiej (podjeżdżając pod Zonię) parę razy już widziałem jak samochody skręcają w tą drogę, więc uznałem że pewnie położyli tam asfalt.

Podjazd od Królówki, najpierw podjeżdżamy dość ostro do widocznych w pobliżu kościoła domów, by potem dość nieoczekiwanie zjechać parę metrów, ale później już tylko pod górę, między polami przez Graniczne Doły (chyba przysiółek - opisany na mapie), koło kapliczki z 1904 (też zaznaczona na mapie) by w końcu wyjechać między zabudowania w Woli Nieszkowskiej. W tym miejscu postanowiłem kontynuować podjazd do Zonii, mimo iż pierwotnie chciałem zjechać w dół do Zawady. Na przełęczy jesteśmy na wysokości około 330 m npm, potem kawałek zjazdu i trzy kolejne dość strome ścianki do kulminacji szosy w Zonii pod kapliczką na rozstaju na wysokości około 402 m npm. Potem szybki zjazd do Sobolowa, gdzie zdecydowałem się jechać jeszcze do Grabiny i stamtąd zaatakować Czyżyczkę. Dojechałem do kamienia - pomnika pomordowanych w II wojnie światowej na graniczy Grabiny i Buczyny i rozpocząłem mega stromy podjazd na grzbiet Czyżyczki. Dotychczas tą drogą tylko zjeżdżałem w dół i właśnie podczas ostatniego takiego zjazdu pomyślałem sobie, że pod górę musi być tędy strasznie ciężko i faktycznie jest ciężko. Od pierwszych metrów podjazdu mamy stromiznę na pewno powyżej 10%, wystarczy powiedzieć, że na pokonanie pierwszego kilometra potrzebowałem około 7 minut, podjazd od znaku Grabina do wypłaszczenia to 1,14 km/h drogi przez mękę, po tym odcinku dojeżdżamy do drogi z Zawady i dalej jest już w miarę łatwo, dopiero końcówka na sam szczyt po żwirowej drodze znowu jest ciężka. Na szczycie Czyżyczki zrobiłem przerwę na fotografowanie rozległych widoków ze szczytu praktyczne we wszystkie strony, pogada była już bardzo ładna, więc widać było sporo. Ze szczytu już zjazd do drogi 964 i potem dojazd do domu w Łapczycy.

Wycieczka udana, przejechałem prawie 58 km i przeszło 1100 m przewyższenia i nawet specjalnie się nie zmęczyłem. Odwiedziłem cmentarze wojenne, które miałem na rozkładzie, pooglądałem sobie fajne widoki z górek, które podjechałem i poznałem kilka nowych dróg i ciekawych podjazdów. Niestety chyba nie pojadę na Odyseję Jurajską w dniach 6-7 X do Krzeszowic bo nie mam zawodnika do pary, więc pozostaną mi chyba tylko wycieczki po okolicy.

Galeria wycieczki



Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy. Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa atrza
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]