Info

 

Rok 2016

baton rowerowy bikestats.pl

Rok 2015

button stats bikestats.pl

Rok 2014

button stats bikestats.pl

Rok 2013

button stats bikestats.pl

Rok 2012

button stats bikestats.pl

Rok 2011

button stats bikestats.pl

Rok 2010

button stats bikestats.pl

Rok 2009

 Moje rowery

 Znajomi

 Szukaj

 Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy jasonj.bikestats.pl

 Archiwum

 Linki

Pół Mordownika i wieczór kawalerski

Sobota, 13 września 2014 | dodano:16.09.2014 Kategoria 61-80 km, Po górkach, RNO, zawody
  • DST: 65.34 km
  • Teren: 45.00 km
  • Czas: 05:30
  • VAVG 11.88 km/h
  • VMAX 55.73 km/h
  • Temp.: 20.0 °C
  • HRmax: 165 ( 88%)
  • HRavg 133 ( 71%)
  • Kalorie: 2136 kcal
  • Podjazdy: 1155 m
  • Sprzęt: GT Avalanche 3.0
  • Aktywność: Jazda na rowerze
Wraz z Krzyśkiem zapisaliśmy się do udziału w Mordowniku odbywającym się w Beskidzie Niskim, a potem dowiedzieliśmy się, że nasz klubowy kolega Wojtek robi tego dnia wieczór kawalerski pojawił się więc dylemat co wybrać? A może dokonać jakiegoś kompromisu ? I tym sposobem zaliczyliśmy pół Mordownika a potem wieczór kawalerski:)

Zawody odbywały się w Jaśliskach w Beskidzie Niski, z domu musieliśmy wyjechać około 4:30, kilka minut po 7 byliśmy na miejscu, rejestracja, przygotowanie rowerów i krótkie oczekiwanie na start. Kilka minut przed 8:00 dostaliśmy mapy, a sam start przewidziano na 8. Do zaliczenia było 15 punktów kontrolnych, w optymalnym wariancie trasa miał mieć 128 km, w zasadzie od początku zakładaliśmy, że nie będziemy zaliczać wszystkich punktów, więc po burzliwiej dyskusji wybraliśmy 8 punktów przez które narysowaliśmy trasę, o ewentualnych dalszych punktach do zaliczenia mieliśmy zdecydować później.

Planowaliśmy dość długo, więc na trasę ruszyliśmy dopiero koło 8:15. Na początek pkt 1 (róg polany) prawie przy samej granicy słowackiej. Do punktu prowadziła szeroka szutrowa droga z niewielkimi hopkami po drodze. Od razu wyłoniły się przed nami piękne krajobrazy, podziwiając więc widoki niespiesznie pedałowaliśmy do 1. Po drodze odpadł mi przedni błotnik, zatrzymałem się, żeby go ponownie zamocować, a Krzysiek w tym czasie cały czas jechał do punktu. Po przejechaniu około 10 km zaliczyliśmy pkt 1 i przy okazji bufet:), zjedliśmy po bananie i w drogę.

Musieliśmy się kawałek wrócić, a następnie skręciliśmy na prowadzący pod górę szlak konny na którym znajdowały się 2 punkty. Od razu widać było, że górę będzie zdobywać z buta, było bardzo stromo, a na drodze było pełno błota. Po kilkunastu minutach wspinaczki dotarliśmy w pobliże pkt 5 (skrzyżowanie zarośniętych dróg). Samego punktu trochę szukaliśmy bo ścieżki coś nie bardzo nam się zgadzały, ale w końcu trafiliśmy na miejsce.

Do kolejnego punktu miało być łatwiej, bo osiągnęliśmy szczyt wzniesienia, a dalsza droga miała prowadzić po szczytach. W zasadzie faktycznie tak było, ale olbrzymia ilość błota na drodze, skutecznie utrudniała nam przeprawę. Po jakiś 5 km pokonanych częściowo na rowerze, a częściowo na noga dotarliśmy do pkt 2 (szczyt wzniesienia), sam punkt zauważyliśmy od razu, więc błyskawicznie podbiliśmy dziurki w karcie.

Dalej miało być jeszcze łatwiej, bo w dól, niestety szlak konny zamienił się w pieszy, co w praktyce oznaczano wąską, mocno zarośniętą, błotnistą ścieżkę. Droga w zasadzie cały czas prowadziła w dół, a my miejscami musieliśmy iść - katastrofa. Gdy w końcu wyjechaliśmy z lasu ma łąkę przez którą mogliśmy swobodnie zjechać w dół ucieszyliśmy się tak bardzo, że o mały włos nie przegapiliśmy pkt 13 pod mostkiem w Zydranowej. Na szczęście w ostatniej chwili zauważyłem punkt i na naszej karcie pojawiły się kolejne dziurki. Na pokonanie leśnego, górskiego, odcinka (około 8 km) między punktami 5, 2 i 13 straciliśmy prawie 2 godziny i mnóstwo siły, nie mówiąc już o fakcie, że nasze rowery były całe oblepione błotem.

Kolejny odcinek do pkt 15 w Zawadce Rymanowskiej, mieliśmy pokonać po asfalcie i mimo kilku wzniesień pokonaliśmy dystans 8 km bardzo sprawie. Sam punkt 15 też nie sprawił nam większych problemów, co prawda na początku lampion przegapiliśmy, ale już po chwili mieliśmy punkt zaliczony. 

Kolejny na liście był punkt nr 14, trudności nawigacyjnych z dojazdem do niego nie mogło być żadnych, natomiast pojawiły się trudności w postaci stromych podjazdów (nawet 12%). Pokonywaliśmy je na szczęście po asfalcie, więc po kilkudziesięciu minutach byliśmy na miejscu.

Dojazd do kolejnego punktu wymagał odrobiny improwizacji, najpierw trzeba było pokonać strome podejście na szczyt wzgórza, a potem mieliśmy się przedrzeć na azymut do leśnej ścieżki.O ile podejście poszło nam sprawnie to druga część planu nie bardzo miała szansę na realizacje. Las który przed nami się pojawił okazał się być gęstym sosnowym młodnikiem. Wyjścia były dwa, albo pojechać za drogą i nadłożyć spory dystans, albo spróbować jeszcze jednego wyjścia. Przejechaliśmy kawałek drogą po szczytach a potem na przełaj przez łąkę pojechaliśmy w dół do widocznej na mapie ścieżki, niestety jak to zwykle bywa w praktyce ścieżki nie było, był za to znów nasadzony 0,5 metrowymi sosnami las. Krzysiek chciał się przedzierając przez krzaki z rowerem na plecach, ale ostatecznie przeforsowałem wersję z powrotem na drogę. Okazało się, że całkiem nie potrzebnie próbowaliśmy w tym miejscu skrótu, co prawda jadąc drogą szczytową trzeba było trochę nadłożyć, ale szybko nadrabiało się to na asfaltowym zjeździe z przełęczy.

Zjechaliśmy więc do miejscowości Królik Polski w pobliżu której znajdował się pkt 8(róg sosnowego zagajnika) z drugim na trasie bufetem. Niestety dotarcie do punktu to kolejny spacer pod strome wzniesienie - na dystansie 1 km trzeba było pokonać 135 m w pionie (średnio ponad 13%, maksymalnie 19%), więc gdy w końcu dotarliśmy na bufet mieliśmy serdecznie dość dzisiejszych zawodów.

Nasz plan wyrysowany na starcie zakładał pominięcie dwóch najdalej na wschód wysuniętych punktów czyli 11 i 6. Z bufetu czyli pkt 8 mieliśmy jechać na pkt 4, jednak po dłuższej analizie stwierdziliśmy, że to zły pomysł. Dojazd do 4 wymagał pokonania (na nogach) wzgórza Jawornik (762 m npm), dopiero teraz zauważyliśmy, że trasa została tak skonstruowana, że z 8 należało jechać na 11 a dopiero potem na 4, co pozwalało ominąć Jawornik, natomiast nasz wariant zakładał mozolną wspinaczkę. Po dłuższych naradach postanowiliśmy wracać do bazy zaliczając po drodze jeszcze pkt 7. Takie rozwiązanie pozwoliło bym nam jeszcze zdążyć na wieczór kawalerski Wojtka:)

Zjechaliśmy więc tą samą drogą do Królika Polskiego i zaczęliśmy asfaltową wspinaczkę pod Przełęcz Szklarską. Mimo iż do pokonania było trochę przewyższenia, to jazda po asfalcie pod górę wydała nam kaszką z mleczkiem. Choć pojawił się problem z moim rowerem, coś strasznie rzęziło a na dodatek nie działały mi trzy najlżejsze przełożenia:( Gdy dojechaliśmy na szczyt przełęczy, czyli do miejsca, skąd zjechaliśmy w kierunku bufetu, stwierdziliśmy, że zaliczanie tego punktu, przy założeniu, że dalej nie jedziemy było bez sensu. Na jeden punkt straciliśmy strasznie dużo czasu i jeszcze więcej sił. 

Na szczęście dalej był zjazd, a potem krótka wspinaczka dobrej jakości drogą do pkt 7 (wieża). Po szybkim zaliczeniu punktu, Krzysiek który wcześniej zdradzał objawy "odcięcia prądu" sam zaproponował żebyśmy zaliczyli jeszcze pkt 10. Zjechaliśmy więc w pobliże bazy zawodów i ruszyliśmy do punktu. Po drodze czekał nas szutrowy podjazd, na szczęście niezbyt stromy i dość sprawnie zaliczyliśmy pkt 10 (droga/rzeczka). Przy punkcie czekałem chwilę na Krzyśka i przez moment przyszło mi do głowy, że moglibyśmy zaliczyć jeszcze 3 punkty, z których jeden (9) wyglądał na trudny - stromy podjazd, ale dwa pozostałe na mapie wyglądały prosto, choć wymagały dłuższego przelotu. Gdy dotarł Krzysiek to przedstawiłem mu swoją koncepcję, jednak on stwierdził, że to dla niego za dużo. Jeślibyśmy teraz (około 16:20) wrócili do bazy to spokojnie moglibyśmy zdążyć na wieczór kawalerski, zdobycie tych trzech punktów oznaczało jazdę do zmroku czyli do godziny 19, wspólnie więc postanowiliśmy, że wracamy do domu.

Szybki zjazd do szosy i dojazd do bazy. W bazie już byli zwycięzcy trasy męskiej i kobiecej z kompletem punktów oczywiście, my oddajemy karty z zaliczonymi 9 z 15 punktów i przejechanymi zaledwie 65 km. Wydaje się, że na upartego moglibyśmy zaliczyć jeszcze 3 punkty, na więcej niestety trudności trasy i nasza dyspozycja nie pozwalała.

Pakujemy i wracamy do domu. W Niepołomicach jestem o 20:20 a na 21 idę na wieczór kawalerski:).

Pojawiły się wyniki Mordownika, jak można było się spodziewać zajmujemy jedno z ostatnich miejsc 21. Za nami jeszcze dwóch zawodników klasyfikowanych i dwóch nieklasyfikowanych. Okazało się że tegoroczny Mordowni był jednak stosunkowo łatwy do przejechania w limicie czasu. Przed nami jest tylko 4 zawodników bez kompletu punktów, cała reszta zdobyła komplet. Gdy tak zastanowiliśmy się nad imprezą na spokojnie w domu to doszliśmy do wniosku, że w zasadzie ta trasa była w naszym zasięgu, mieliśmy jednak błędne założenie, że nie jedziemy całej trasy. Do tego gdzieś tam z tyłu głowy myśl, że dobrze byłoby wrócić na wieczór kawalerski Wojtka. To wszystko sprawiło, że już na starcie odrzuciliśmy punkty 11 i 6, a trasa była tak ułożona, że po prostu należało przez nie przejechać by w łatwy sposób dostać się do 4. Po zjechaniu z tych punktów otwierały się 4 punkty na dole mapy i droga do tytułu Immortal. Pętla Mordownika była w tym roku bardzo logiczna, na dodatek baza była umieszczona centralnie w środku pętli, więc w zasadzie z każdego punktu można było się wracać na metę w przypadku jakiegoś kryzysu. Należało więc zaplanować cały przejazd, nie myśleć o wieczorze kawalerskim i zaliczyć komplet punktów. Szczególnie, że nas przejazd przez punkty 1, 5, 2, 13, 14, 15 był w wariancie optymalnym, niestety dalej już chcieliśmy upraszczać trasę co spowodowało, że skończyło się na odległym miejscu.

Poważnie zastanawiamy się, czy w przyszłym sezonie nie zrezygnować z walki na trasach mini i nie powalczyć cały sezon na trasach pucharowych. Oznacza to co prawda brak wysokich miejsc, bo do czołówki tras pucharowych jednak nam strasznie daleko, ale z drugiej strony pozwoli nam to wyrobić sobie odpowiednią kondycje i zdobyć doświadczenie.

Średnia prędkość 11,86 km/h.

Ślad niestety nie pełny, brakuje pierwszych 10 km.



Komentarze
Hej
pozwolę się nie zgodzić odnośnie Waszego błędu- błędem było jechanie na na początku na zachodnią część trasy - była ona sporo wolniejsza i tylko tam fragment szedł obowiązkowo przez las. Gdybyście pojechali w drugą stronę to spokojnie w tym samy czasie mielibyście 12 punktów, a może i nawet 13(13 albo 5 i zawrotka)
Powodzenia
Maciek - 15:40 wtorek, 16 września 2014 | linkuj
Czasami trudno pogodzić kilka rzeczy. Pamiętam że z któregoś KORNO jechaliśmy prosto na urodziny znajomych i też nie udało się zrobić kompletu :)
mandraghora
- 07:10 wtorek, 16 września 2014 | linkuj
Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa estba
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]